Klocek Podróżnik

Reportaże z podróży pluszowego niedźwiadka

Reportaże Klocka Podróżnika

Korea Południowa

Odkryj niezwykłą podróż do Koreii Południowej

Październik 2014

Przez większość swojej historii Korea była niezależnym państwem, z własnym językiem i bogatą kulturą. Wszystko zmieniło się na początku XX wieku. W 1905 roku Japonia podporządkowała sobie Koreę, a wkrótce uczyniła z niej swoją kolonię.
Po kapitulacji Japonii i zakończeniu II wojny światowej półwysep podzielono — podobnie jak Niemcy — między Związek Radziecki i Stany Zjednoczone. Tymczasowy z założenia podział doprowadził do wojny koreańskiej, po której podpisano jedynie kruchy rozejm, obowiązujący z przerwami do dziś. W jego następstwie powstały dwa odrębne państwa. Kiedy mówimy „Korea”, mamy zwykle na myśli cały półwysep, choć każda z jego części ma dziś własną nazwę, historię i nieco inną temperaturę powietrza — polityczną, oczywiście.
Północ, zajęta przez Armię Radziecką, przekształciła się w Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną. Gospodarka kuleje, a sytuacja pogorszyła się po upadku ZSRR, kiedy zerwano kluczowe umowy handlowe. Olbrzymie wydatki na zbrojenia, w tym program nuklearny, wbiły kraj w izolację. Jedynym partnerem pozostają Chiny, choć nawet z nimi relacje przypominają dyplomatyczny taniec na lodzie.
Południe natomiast, pod skrzydłami wojsk amerykańskich, stworzyło Republikę Korei. I tu różnica jest wyraźna: gospodarka rozwija się imponująco, a kraj, choć przeszedł przez więcej konfliktów niż Polska i był równie zniszczony, dziś zalicza się do grona najbardziej rozwiniętych państw świata.
W języku koreańskim oba państwa noszą różne nazwy. Północ to Chosŏn — od pierwszego królestwa koreańskiego i dynastii Joseon. Południe używa terminu Hanguk, czyli Republika Korei. Brzmi poważnie, choć stojąc wśród tysięcy spieszących się ludzi, trudno uwierzyć, że ktoś właśnie zastanawia się nad etymologią nazwy państwa.

Seul wita nas, jakby chciał od razu pokazać swoje tempo życia. Ruch uliczny jest tak intensywny, że nawet doskonale zorganizowana sieć dróg i mostów nie nadąża — korki tworzą się nieustannie. Podróż z lotniska do hotelu w dzielnicy Itaewon okazuje się długa i nużąca.
Na szczęście od jutra większość logistycznych problemów rozwiąże karta turystyczna przypominająca zwykłą kartę kredytową. Metro, autobusy, wybrane taksówki — wszystko opłacimy jednym machnięciem plastiku. A jeśli przyjdzie nam ochota na zwiedzanie muzeów czy pałaców, karta zadziała tam także.
Do końca dnia zostało jeszcze trochę czasu, a niedaleko hotelu wznosi się wzgórze Namsan — jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Seulu. Trudno o lepszy pomysł na pierwsze spotkanie z miastem, więc ruszamy właśnie tam.
Na szczycie wzgórza, niczym strażnik Seulu, góruje N Seoul Tower o wysokości prawie 237 m. Park otaczający wieżę pełen jest spacerowiczów, a jego najbardziej charakterystyczną część stanowi „Park Miłości”.
Chcemy dostać się windą na galerię widokową, ale cierpliwość okazuje się tu cenniejsza niż złoto — trzeba poczekać około dwóch godzin. Zamiast bezczynnie stać w kolejce, ruszamy więc na spacer wśród alejek pełnych romantycznych rzeźb, instalacji i symboli, które nie pozostawiają wątpliwości, komu poświęcono to miejsce.

 Korea

N Seoul Tower

 Korea

Ławka dla „mających się ku sobie”

Symbolem parku jest niedźwiedź, więc od razu czuję się tu jak u siebie. Przy wejściu do wieży znajduje się całkiem pokaźny sklep z pluszakami.
Nie mogę się oprzeć — zaglądam do środka, żeby złożyć wizytę moim koreańskim kuzynkom i kuzynom. Mimo zakazu fotografowania namawiam mAT'a, żeby dyskretnie zrobił mi zdjęcie. W końcu historia sama się nie udokumentuje.

 Korea

Po krótkim dochodzeniu ustaliłem, że łączą nas więzy rodzinne

 Korea

Nad miastem powoli kończy się dzień

Wyruszamy na zwiedzanie królewskich pałaców Seulu. Pośród szklanych wieżowców i nieustannego miejskiego pośpiechu trudno uwierzyć, że za kolejnym skrzyżowaniem czekają miejsca, w których czas płynie zupełnie inaczej.
Pierwszym przystankiem jest Pałac Deoksugung, jeden z pięciu głównych pałaców dynastii Joseon. Dziś sprawia wrażenie spokojnego i nieco bardziej kameralnego niż jego słynniejsi sąsiedzi. Spacerując po dziedzińcach, trudno odgadnąć, że pod koniec XVI wieku, po wyniszczających wojnach, miejsce to znalazło się w centrum życia królewskiego dworu. Gdy inne pałace legły w gruzach, Deoksugung rozbudowano i przez pewien czas pełnił funkcję głównej siedziby władców.
Szybko zauważamy coś nietypowego. Obok tradycyjnych koreańskich pawilonów stoją budynki inspirowane architekturą zachodnią. To pamiątka czasów, gdy Korea coraz częściej spoglądała poza własne granice i szukała swojego miejsca w szybko zmieniającym się świecie.
Co ciekawe, oba style nie konkurują ze sobą, lecz tworzą zaskakująco spójną całość.

 Korea

Hala główna

 Korea

Sala tronowa

W obrębie pałacu zaglądamy również do Seogeodang — dawnej rezydencji króla Seonjo. Budynek odbudowano po pożarze, zachowując jego historyczny charakter.
Jest jednym z nielicznych dwupiętrowych obiektów pałacowych w całym kompleksie.

 Korea

Hala Seogeodang

Przy głównym wejściu zbiera się coraz więcej ludzi. Po chwili wszystko staje się jasne — rozpoczyna się ceremonia zmiany warty.
Strażnicy w kolorowych szatach przyciągają tłumy turystów, a cała ceremonia wygląda niemal jak scena z historycznego filmu.

 Korea

Ceremonia zmiany warty królewskiej

 Korea

Muzykanci w szeregach warty królewskie

 Korea

Honorowy członek warty królewskiej

W pobliżu czeka kolejny pałac — Changdeokgung, często tłumaczony jako Pałac Kwitnącej Cnoty.
Już po chwili staje się jasne, skąd bierze się jego wyjątkowa reputacja. W przeciwieństwie do wielu królewskich rezydencji nie próbuje podporządkować sobie krajobrazu. Przeciwnie — pałac sprawia wrażenie, jakby był naturalną częścią krajobrazu.

 Korea

Hala główna Pałacu Kwitnącej Cnoty

 Korea

Sala tronowa

Między pawilonami i dziedzińcami natrafiamy również na ślady rozwiązania, które Koreańczycy opracowali wiele stuleci temu. To tradycyjny system ogrzewania ondol.
Ogień rozpalany w palenisku ogrzewał kamienne płyty pod podłogą, a ciepło rozchodziło się specjalnymi kanałami pod całym budynkiem. Jak na rozwiązanie opracowane setki lat temu, działa zaskakująco nowocześnie.

 Korea

Tylne wejście do królewskich komnat i komin tradycyjnego ogrzewania ondol

Na koniec kierujemy się do Huwon, czyli Tajemnego Ogrodu. Już sama nazwa działa na wyobraźnię. Po przekroczeniu bramy szybko okazuje się, że nie bez powodu.
Ścieżki prowadzą między stawami, pawilonami i starymi drzewami. Co chwilę zza zieleni wyłaniają się niewielkie budynki stylizowane na wiejskie zabudowania.
Wszystko wygląda skromnie, niemal niepozornie, ale wystarczy przyjrzeć się bliżej, by dostrzec starannie dopracowane proporcje i detale.

 Korea

Pawilon Yeongyeongdang

 Korea

Wiejskie życie — wersja królewska

To właśnie tutaj najłatwiej dostrzec sposób myślenia jego twórców. Nie chodzi o demonstrację bogactwa, lecz o harmonię z otoczeniem.
Według przekazów niektórzy władcy dynastii Joseon sami sadzili i zbierali ryż, chcąc podkreślić znaczenie pracy rolników i zbliżyć się do poddanych. Trudno dziś ocenić, ile było w tym szczerej pokory, a ile starannie przemyślanego królewskiego wizerunku.
Niezależnie od motywacji, trudno odmówić tej historii pewnego uroku.

 Korea

Najbardziej prestiżowe poletko ryżowe w królestwie

Wokół szumi współczesny Seul, ale przez kilka godzin udało nam się zajrzeć do świata, w którym rytm wyznaczały ceremonie dworskie, zmieniające się pory roku i ciepło płynące spod pałacowych podłóg. I muszę przyznać, że po takim spotkaniu nawet najbardziej nowoczesne wieżowce wydają się przez chwilę odrobinę mniej imponujące.
Seul od pierwszych chwil sprawia wrażenie miasta, w którym wszystko działa według dobrze przemyślanego planu. Ulice są czyste, komunikacja sprawna, a między nowoczesnymi budynkami trudno znaleźć choćby ślad przypadkowości. Pod wieloma względami bardziej przypomina japońskie metropolie niż miasta, które poznaliśmy wcześniej w innych częściach Azji.
Szybko przekonujemy się, że poruszanie się po mieście nie stanowi większego wyzwania. Wsiadamy do metra i ruszamy w stronę Namdaemun, największego tradycyjnego targowiska w Korei. Już przy wyjściu ze stacji wciąga nas gęsty tłum ludzi. Kolejne alejki wypełniają stoiska, szyldy i stragany, a między nimi nieustannie płynie strumień kupujących.
W jednym miejscu trafiamy na pamiątki sprowadzane z Chin, Wietnamu czy Bangladeszu. Część z nich wygląda znajomo — podobne widzieliśmy już w wielu innych krajach Azji. Kilka kroków dalej pojawiają się tradycyjne koreańskie wyroby: ceramika, rękodzieło i przedmioty, które wyraźnie powstały z większą starannością niż ich masowo produkowani sąsiedzi.
Reszta targu pozostaje wierna starej zasadzie — jeśli czegoś nie można kupić tutaj, być może wcale nie jest potrzebne.

 Korea

Tutaj potrawy powstają na oczach klientów

 Korea

Sklep z przyborami do kaligrafii i prac artystycznych

Z bazaru kierujemy się w stronę szerokiej alei Sejong. Bardziej przypomina ona rozległy miejski plac niż zwykłą ulicę.
Pośrodku przestrzeni stoi pomnik króla Sejonga, jednego z najbardziej szanowanych władców w historii Korei. Mijamy go i po chwili przed nami pojawia się monumentalna brama Gwanghwamun, prowadząca do Pałacu Gyeongbokgung.

 Korea

Aleja Sejong

 Korea

Pomnik króla Sejong

To właśnie tutaj znajdowała się główna rezydencja władców dynastii Joseon. Pałac ukończono pod koniec XIV wieku i przez niemal dwa stulecia pozostawał politycznym centrum kraju.
Jego losy nie zawsze były jednak spokojne. W czasie najazdów pod koniec XVI wieku został zniszczony, później odbudowany, a w okresie japońskiej okupacji ponownie ucierpiał.
Dopiero pod koniec XX wieku rozpoczęto szeroko zakrojone prace rekonstrukcyjne, które przywróciły mu znaczną część dawnego wyglądu.

 Korea

Brama Gwanghwamun, główne wejście do pałacu Gyeongbokgung

 Korea

Gwardia królewska przed bramą Gwanghwamun

 Korea

 Korea

Hala tronowa w Pałacu Kwitnącego Szczęścia

 Korea

Królewska hala przyjęć wzniesiona na sztucznym jeziorze

Na terenie kompleksu znajduje się również Narodowe Muzeum Folkloru Korei. Zaglądamy do środka, by lepiej zrozumieć wierzenia i codzienność dawnych mieszkańców półwyspu.
Wśród eksponatów pojawiają się między innymi przedstawienia Seonangshin — opiekuńczych duchów strzegących wiosek — oraz charakterystyczne drewniane słupy Jangseung.
Przez stulecia ustawiano je przy drogach i granicach osad, gdzie miały odstraszać złe moce i czuwać nad bezpieczeństwem mieszkańców.

 Korea

Najmłodsze pokolenie przed Muzeum Folkloru

 Korea

Statua Seonangshin

 Korea

Słupy totemowe Jangseung

Za pałacem dostrzegamy Błękitny Dom, oficjalną siedzibę prezydenta Korei Południowej. Charakterystyczny niebiesko-zielony dach wyróżnia się nawet z większej odległości.
Zbliżyć się nie sposób. Okolica pozostaje pod ścisłą ochroną, a liczne zabezpieczenia przypominają, że mimo nowoczesności i pozornego spokoju, Korea Południowa wciąż żyje w cieniu nierozwiązanego konfliktu z północnym sąsiadem.

 Korea

„Błękitny dom“

W sąsiedztwie Pałacu Kwitnącego Szczęścia znajduje się sanktuarium Jongmyo, jedno z najważniejszych miejsc w historii Korei.
Moglibyśmy podjechać autobusem, ale szkoda marnować okazji do spaceru. Miasto najlepiej poznaje się właśnie pieszo — wtedy łatwiej dostrzec drobiazgi, które umykają za szybą pojazdu.

 Korea

Jeden z „drobiazgów” — zranił się w nogę, więc ciężko mu chodzić

Po drodze zatrzymujemy się w tradycyjnej restauracji. Na podwórku stoją rzędy glinianych naczyń onggi, w których fermentuje kimchi.
Już sam ich widok zapowiada kulinarne doświadczenia, które trudno będzie zignorować. Aromaty unoszące się wokół szybko rozwiewają wszelkie wątpliwości — dalsze zwiedzanie może spokojnie poczekać.

 Korea

Onggi — tradycyjne naczynia do fermentacji kimch

 Korea

Koreańska kuchnia nie zawodzi — jest znakomita

Kilka ulic dalej trafiamy do muzeum ciasteczek ryżowych tteok. Nazwa brzmi niepozornie, ale miejsce okazuje się znacznie ciekawsze, niż można się spodziewać.
W salach wystawowych zgromadzono około 2 000 dawnych naczyń, kuchennych przyrządów i narzędzi wykorzystywanych do przygotowywania tteok. Każdy z prezentowanych przyrządów wykonano ręcznie, często w prosty, lecz zaskakująco przemyślany sposób.
Patrząc na nie, trudno nie podziwiać pomysłowości ludzi, którzy potrafili ułatwiać sobie codzienne życie bez elektroniki, instrukcji obsługi i filmików pokazujących krok po kroku, co należy zrobić.

 Korea

 Korea

Ciasteczka tteok, czyli tradycyjne koreańskie wyroby cukiernicze z ryżu

Obok ekspozycji działa niewielka herbaciarnia. Serwowane są tu różne gatunki zielonej herbaty, więc nie zamierzam przepuścić takiej okazji.

 Korea

Chwila wytchnienia przy zielonej herbacie

Przechodzimy uliczkami dzielnicy Ikseon-dong. Nie dzieje się tu nic spektakularnego i właśnie dlatego miejsce przyciąga uwagę.
Mieszkańcy wracają z zakupów, właściciele niewielkich sklepików rozmawiają przed wejściami, a z otwartych okien dobiegają odgłosy codziennego życia.
Przewodniki zwykle wolą opowiadać o zabytkach. A szkoda, bo codzienność też potrafi być całkiem niezłą atrakcją.

 Korea

Dzielnica Ikseon-dong

 Korea

Migawka z codziennego życia starego Seulu

Wkrótce docieramy do Jongmyo — najstarszego zachowanego królewskiego chramu konfucjańskiego w Korei. Przez stulecia władcy dynastii Joseon oddawali tu cześć swoim przodkom, podkreślając znaczenie konfucjanizmu w życiu państwa.
Ceremonie odprawiane w tym miejscu wywodzą się z XIV wieku i do dziś zachowały swój tradycyjny charakter. Trudno uwierzyć, że od gwarnego centrum Seulu dzieli nas zaledwie kilkanaście minut spaceru. Wśród rozległych dziedzińców i prostych drewnianych budynków panuje cisza, która skutecznie odcina nas od rytmu współczesnej metropolii.
Historyczne znaczenie kompleksu doceniło również UNESCO, wpisując Jongmyo na Listę Światowego Dziedzictwa. Z kolei odbywające się tu rytuały ku czci przodków wraz z towarzyszącą im muzyką ceremonialną znalazły się na Liście reprezentatywnej niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości.

 Korea

Serce sanktuarium Jongmyo — główna hala

Kilka ulic dalej trafiamy na Kwangjang, jeden z najstarszych i największych tradycyjnych bazarów w Korei. Zajmuje niemal cały miejski kwartał.
Zadaszone uliczki tworzą labirynt handlowych przejść, w których łatwo stracić orientację, za to trudno się nudzić. Między stoiskami z odzieżą, tekstyliami i najróżniejszymi drobiazgami największy ruch panuje przy jedzeniu.
Syczy olej na patelniach, unoszą się zapachy przypraw, a sprzedawcy zachęcają do spróbowania kolejnych specjałów. To jedno z tych miejsc, do których zdecydowanie lepiej przychodzić głodnym.

 Korea

 Korea

Mandu, czyli koreańskie pierogi

 Korea

Wielkie misy pełne kimchi

 Korea

Gdzieś między reportażem a fitoterapią — chwila na żeń-szeniu

Przenosimy się nad rzekę Han. Z tej perspektywy Seul wygląda zupełnie inaczej.
Nad panoramą miasta wyraźnie wyróżnia się złocista bryła 63 Building. Gdy ukończono go w 1985 roku, był najwyższym budynkiem w całej Azji.
Dziś rekord należy już do innych wieżowców, ale budynek nadal bez trudu przyciąga wzrok.

 Korea

Ikona panoramy Seulu — 63 Building

 Korea

Widok na Yeouido-dong. Budynek z kopułą to gmach Zgromadzenia Narodowego

Podczas rejsu towarzyszy nam wycieczka seniorów. Kiedy dopływamy do przystani, dwie wyjątkowo pogodne starsze panie upatrują sobie mAT'a jako idealnego rozmówcę. Zupełnie nie przejmują się tym, że nie zna koreańskiego. Przez kilka minut opowiadają mu o czymś z ogromnym zaangażowaniem, a on zgodnie z najlepszymi zasadami międzynarodowej komunikacji uprzejmie się uśmiecha i kiwa głową we właściwych momentach.
Po zacumowaniu obie panie chwytają mAT'a za ręce i ruszają z nim w stronę wyjścia. Wyglądają zupełnie jak przedszkolaki podczas spaceru — idą parami, maszerując przed siebie. Moja Basia i ja podążamy kilka kroków za nimi, obserwując ten niecodzienny pochód.
Żartujemy, że mAT nie zna ani słowa po koreańsku, jest w kraju od zaledwie kilku dni, a mimo to zdążył już znaleźć pierwszą pracę. Wygląda na to, że właśnie rozpoczął karierę przewodnika i opiekuna koreańskich seniorek. 😄

 Korea

 Korea

Twin Tree Towers

Przechodzimy do Cheonggyecheon — niezwykłego terenu rekreacyjnego biegnącego przez samo centrum stolicy.
Wzdłuż niewielkiego strumienia wiją się alejki spacerowe, a nad nimi wyrastają szklane ściany wieżowców. To jedno z tych miejsc, które najlepiej pokazują współczesne oblicze miasta.
Trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno projekt budził ogromne kontrowersje. Dziś nikt nie wydaje się już o tym pamiętać. Mieszkańcy odpoczywają nad wodą, turyści robią zdjęcia, a gwar wielkiego miasta miesza się z kojącym szumem strumienia.

 Korea

 Korea

Cheonggyecheon — zielona oaza w centrum miasta

 Korea

Trzy barwy jesieni

Seul może pochwalić się imponującą liczbą muzeów, dlatego wybór jednego z nich przypomina nieco próbę wybrania tylko jednego dania z bardzo długiego menu.
Po krótkich naradach decydujemy się na Muzeum Sztuki Współczesnej i Nowoczesnej. Już po kilku minutach wiemy, że była to trafna decyzja.

 Korea

„Część do Całości”

Już przy wejściu naszą uwagę przyciąga instalacja „Część do Całości” autorstwa HG-Architecture | Live Components.
Chwilę później zatrzymujemy się przed dziełem Lee Bul zatytułowanym „Aubade III”. Konstrukcja wygląda niczym fragment statku kosmicznego wyjęty wprost z filmu science fiction.
Migają światła, poruszają się mechaniczne elementy, coś syczy, a co pewien czas z wnętrza wydobywa się para, która na moment spowija całe pomieszczenie.
Trudno zdecydować, czy znajdujemy się w galerii sztuki, czy na planie filmowym.

 Korea

„Aubade III”

Nie mniej intrygująca jest praca U-Ram Choe — „Opertus Lunula Umbra”, czyli „Ukryty Cień Księżyca”.
Drewniane żebra konstrukcji powoli odchylają się niczym skrzydła tajemniczego stworzenia, odsłaniając misterną metalową koronkę ukrytą wewnątrz.
Hipnotyzujący spektakl sprawia, że przez dłuższą chwilę stoimy bez słowa. Nawet ja, choć zwykle mam coś do powiedzenia, tym razem tylko patrzę.

 Korea

„Opertus Lunula Umbra”

Z nowoczesnego Seulu przenosimy się do Suwon, gdzie krajobraz wygląda zupełnie inaczej. Zamiast szklanych wieżowców nad miastem górują mury twierdzy Hwaseong.
Fortyfikacje otaczały całe miasto, ale historia ich nie oszczędzała. Podczas japońskiej okupacji oraz wojny koreańskiej twierdza została poważnie zniszczona. Dopiero późniejsze prace rekonstrukcyjne przywróciły jej dawną świetność.

 Korea

Mury twierdzy Hwaseong

Przechodzimy wzdłuż murów ciągnących się przez blisko 6 km. Miejscami osiągają nawet 7 m wysokości.
Dawniej do miasta prowadziły cztery główne bramy, rozmieszczone zgodnie z kierunkami świata. W obrębie fortyfikacji znajdowały się 44 budynki pełniące funkcje militarne i administracyjne.

 Korea

 Korea

Brama w murach twierdzy Hwaseong

W centrum kompleksu stoi odbudowany pałac Haenggung, największa spośród tymczasowych rezydencji królewskich dynastii Joseon.
To tutaj królowie zatrzymywali się podczas podróży i w czasie konfliktów zbrojnych. Szczególnie silnie z Suwonem związany był król Jeongjo, z którego inicjatywy powstała twierdza Hwaseong.
Losy pałacu były równie burzliwe jak dzieje samej twierdzy. W okresie okupacji japońskiej został całkowicie zburzony z powodów politycznych, a na jego miejscu wybudowano szpital.
Wojna koreańska dopełniła zniszczeń. Dopiero wieloletnia rekonstrukcja pozwoliła odtworzyć dawną rezydencję niemal w całości.

 Korea

Warta przed głównym placem

 Korea

Sala tronowa w Haenggung

 Korea

Najstarszy budynek, który przetrwał w oryginalnej formie

 Korea

Jangchungak — hala w kompleksie pałacowym

Mamy szczęście trafić na niedzielę. Przed główną bramą właśnie rozpoczyna się uroczysta ceremonia zmiany warty.
Strażnicy w historycznych strojach maszerują przy dźwiękach tradycyjnej muzyki, a chwilę później rozpoczynają się pokazy dawnych koreańskich sztuk walki. Włócznie, miecze i skoordynowane ruchy wojowników przyciągają uwagę tłumu.
To nie jest zwykły pokaz dla turystów — widać, że dla Koreańczyków stanowi on ważny element pielęgnowania własnej historii i tradycji. A dla nas? To doskonałe zwieńczenie wizyty w miejscu, gdzie przeszłość wciąż wydaje się zaskakująco żywa.

 Korea

 Korea

Pokaz tradycyjnych sztuk wojennych

 Korea

Rynsztunek wojownika z czasów dynastii Joseon

Mury twierdzy Hwaseong i gwar licznie odwiedzanych zabytków zostają za nami. Droga prowadzi przez coraz bardziej zielone tereny środkowej części kraju. Z każdym kilometrem ubywa wieżowców, a przybywa lasów, pól i niewielkich miejscowości ukrytych między wzgórzami.
To dobra okazja, by przypomnieć sobie, jak silnie koreańska kultura przez stulecia kształtowana była nie tylko przez konfucjanizm, który poznawaliśmy w pałacach i sanktuariach Seulu, lecz również przez buddyzm. Choć dynastia Joseon przez wiele lat ograniczała wpływy mnichów, buddyjskie świątynie przetrwały w trudno dostępnych górskich dolinach, z dala od politycznych centrów władzy. Właśnie tam zachowały się jedne z najcenniejszych zabytków religijnych Korei.
Wkrótce wzgórza wokół nas stają się coraz wyższe, a droga prowadzi do Parku Narodowego Góry Songni, położonego niemal w samym sercu kraju. To właśnie tutaj znajduje się słynny klasztor Pŏpchu-sa, czyli „Dom Sutr”. Powstał w 553 roku jako schronienie dla świętych tekstów przywiezionych z Indii.
Trudno nie odnieść wrażenia, że przez wieki czas płynął tu nieco wolniej niż w pozostałych częściach kraju.

 Korea

Brama czterech niebiańskich strażników

Wśród zabudowań klasztornych uwagę przyciąga Hala Ośmiu Obrazów — najwyższa drewniana stupa w Korei.
Pięć kondygnacji wznosi się ku niebu, a nazwa budowli pochodzi od ośmiu malowanych paneli przedstawiających sceny z życia Buddy. Konstrukcję wzniesiono w czasach dynastii Joseon i do dziś robi imponujące wrażenie.

 Korea

Hala ośmiu obrazów

Nie sposób przeoczyć również monumentalnego posągu Maitrei, pochodzącego z 776 roku, z czasów dynastii Silla.
Odlana z brązu figura mierzy 33 m wysokości i pokryta jest blisko 80 kg złota. W słońcu wygląda tak, jakby sama emitowała światło.

 Korea

Figura złotego Maitrei

 Korea

Palnik kadzideł

 Korea

Główna hala Buddy

Przed główną halą spotykam wyjątkowo urodziwą księżniczkę. Przyjechała z Turcji i z nieznanych mi powodów nie posiada jeszcze własnego imienia. Sprawa wydaje się na tyle poważna, że postanawiam natychmiast temu zaradzić.
Od tej chwili będzie nazywała się Jasmina. Ku mojej uldze nie zgłasza żadnych zastrzeżeń. Uznaję więc procedurę nadania imienia za pomyślnie zakończoną.

 Korea

😍

Z klasztornych wzgórz przenosimy się do prowincji Danyang. To również górzysta kraina obejmująca aż trzy parki narodowe.
Doliny przeplatają się tu z jaskiniami, rzekami i rozlewiskami, tworząc krajobrazy, które potrafią skutecznie odciągnąć uwagę od nawet najlepiej ułożonych planów.
Region podzielono na osiem obszarów widokowych, a każdy z nich ma własny charakter i własny sposób na przyciąganie odwiedzających.

 Korea

O świcie wsiadamy na statek kursujący po rzece Namhan. Poranny rejs pozwala spojrzeć na okolicę z zupełnie innej perspektywy.
Góry odbijają się w spokojnej tafli wody, mgła powoli ustępuje miejsca słońcu, a krajobraz budzi się do życia bez większego pośpiechu.
Przez chwilę trudno oderwać wzrok od tego codziennego spektaklu.

 Korea

 Korea

Most Oksun na rzece Namhan

Jedną z największych atrakcji regionu jest jaskinia Gosu. Ta imponująca grota ciągnie się na długości około 1 300 m i przez cały rok utrzymuje temperaturę w okolicach 15 °C.
Latem oferuje przyjemny chłód, zimą zaś schronienie przed mrozem. Przy wejściu odkryto kamienne narzędzia sprzed tysięcy lat, co sugeruje, że ludzie pojawiali się tutaj już w czasach prehistorycznych.

 Korea

Wewnątrz znajduje się około 120 rodzajów formacji naciekowych, które od lat fascynują geologów i speleologów.
Wystarczy jednak odrobina wyobraźni, by zamiast materiału badawczego dostrzec całą kamienną menażerię. Są tu między innymi Lwia Skała, Ośmiornicza Skała i Orla Skała.
Nazwy nie wzięły się znikąd — niektóre formacje rzeczywiście wyglądają tak, jakby natura postanowiła przez chwilę pobawić się w rzeźbiarza.

 Korea

Stalaktyty w jaskini Gosugul

Tym razem kierujemy się do plenerowego studia filmowego Ondal. Powstało ono na potrzeby serialu opowiadającego legendarną historię miłosną generała Ondala — człowieka uznawanego za niezbyt urodziwego i niezbyt bystrego — oraz księżniczki Pyeonggang.
Jak to często bywa z dobrymi historiami, plan filmowy szybko zaczął żyć własnym życiem. Z czasem realizowano tu kolejne produkcje, a dziś miejsce funkcjonuje jako popularny park tematyczny.
Spacerujemy pomiędzy rekonstrukcjami dawnych osad i zabudowań inspirowanych zarówno wczesnymi państwami koreańskimi, jak i historyczną architekturą Chin. Na chwilę można zapomnieć, który mamy wiek.
Brakuje jedynie ekipy filmowej, kilku wojowników na koniach i reżysera krzyczącego „akcja!´”.

 Korea

Rekonstrukcja hali głównej w Ondal Studio

 Korea

Tradycyjna chińska brama wejściowa

 Korea

 Korea

 Korea

Repliki dawnych zabudowań

Nasza trasa prowadzi dalej do Andong. Tu znajduje się siedemnastowieczna Akademia Konfucjańska Dosan Seowon, przez ponad cztery stulecia uznawana za jeden z najważniejszych ośrodków nauki i myśli filozoficznej w Korei.
Szybko okazuje się, że „akademia” to określenie dość skromne jak na cały rozległy kompleks. Wchodzimy pomiędzy drewniane zabudowania, które bardziej przypominają spokojną, górską osadę niż instytucję edukacyjną w dzisiejszym rozumieniu.

 Korea

„Biblioteka na palach”

Jednym z pierwszych budynków, który dostrzegam, jest niewielki pawilon stojący na podwyższeniu — tzw. Jangpangak, często opisywany jako „biblioteka na palach”. Przechowywano w nim drewniane matryce drukarskie. Budynek uniesiono nad ziemią nie bez powodu — wilgoć, owady i kaprysy pogody nie miały tu prawa wstępu.

 Korea

W innym z pawilonów natrafiamy na fragmenty dawnych pism i rekonstrukcje materiałów dydaktycznych.
Wszystko proste, niemal ascetyczne — zero zbędnych ozdobników, jakby sama treść miała wystarczyć za dekorację. I chyba miała.

 Korea

Stare księgi

Funkcja akademii jako szkoły należy już do przeszłości, ale tradycja wciąż pozostaje żywa.
Dwa razy w roku odbywają się tu uroczyste ceremonie, podczas których pielęgnowane jest dziedzictwo dawnych mistrzów.

 Korea

Nongun Jeongsa — kwatery dla uczniów

 Korea

Pierwsze spotkanie z „panią modliszką” na żywo

W sąsiedztwie znajduje się Hahoe — tradycyjna wieś klanu Ryu.
Nie jest to skansen w klasycznym znaczeniu tego słowa. Ludzie nadal tu mieszkają, pracują i prowadzą zwyczajne życie, dzięki czemu miejsce zachowało autentyczny charakter.
Przez ponad sześćset lat Hahoe zmieniło się zadziwiająco niewiele, co sprawia, że spacer po jego alejkach przypomina podróż w czasie.

 Korea

Pole ryżowe

 Korea

Od pokoleń większość ziemi i zabudowań pozostaje własnością klanu Ryu.
W centrum osady stoją większe domy należące do najważniejszych członków rodu — łatwo je rozpoznać po eleganckich dachówkach. Wokół nich rozlokowane są skromniejsze zabudowania pozostałych mieszkańców, z glinianymi ścianami i dachami krytymi strzechą.
Dziś Hahoe zamieszkuje zaledwie około 550 osób.

 Korea

Prastara Pinia w Hahoe

 Korea

Wieś słynie przede wszystkim z tradycyjnych masek i tańców, które rozsławiły ją w całej Korei.
Taniec z maskami ma ponad pięćset lat historii i od pokoleń towarzyszy rytuałom płodności oraz obrzędom ku czci bóstwa opiekującego się wioską.
Nawet bez przedstawienia można odnieść wrażenie, że duch dawnych ceremonii wciąż unosi się gdzieś pomiędzy starymi domami.

 Korea

Tancerz Masek

Ruszamy dalej na południe. Im bliżej Gyeongju, tym częściej wracają opowieści o królestwie Silla, które przez stulecia należało do najpotężniejszych państw na Półwyspie Koreańskim. To właśnie tam zmierzamy — do dawnej stolicy, gdzie historia dosłownie wystaje spod ziemi.
Już na obrzeżach miasta znajduje się jedno z najważniejszych miejsc koreańskiego buddyzmu — sztuczna grota Seokguram, ukończona w 774 roku. W jej wnętrzu siedzi monumentalny, ponad 2-metrowy Budda, którego spokojne oblicze od ponad tysiąca lat spogląda na odwiedzających.
Niedaleko stąd położony jest także klasztor Bulguksa, zwany Klasztorem Krainy Buddy. Oba zabytki jako jedne z pierwszych w Korei trafiły na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co trudno uznać za przypadek.

 Korea

Historyczne główne wejście do Klasztoru Krainy Buddy

 Korea

Hala milczenia

Mamy szczęście trafić akurat na dzień lokalnych uroczystości. Wokół świątyni panuje atmosfera przypominająca niewielki festyn.
Między zabytkowymi zabudowaniami spacerują rodziny, a liczni odwiedzający zatrzymują się przy stoiskach ustawionych na terenie kompleksu.
Szczególną uwagę zwracają kobiety ubrane w odświętne hanboki. Kolorowe tkaniny, misternie upięte fryzury i eleganckie dodatki sprawiają, że przez chwilę można odnieść wrażenie, iż czas cofnął się o kilka stuleci.

 Korea

Klasztorny festyn

W jednym z pawilonów obserwujemy ceremonię parzenia zielonej herbaty matcha. Każdy ruch wykonywany jest spokojnie i z niemal rytualną precyzją.
Kilka kroków dalej uczestnicy uroczystości częstowani są napojem ozdobionym kwiatem lotosu. Wygląda tak efektownie, że przez moment bardziej przypomina dekorację niż coś przeznaczonego do picia.
Zapach kadzideł, gwar rozmów i spokojna atmosfera świątyni sprawiają, że ten obraz pozostaje w pamięci jeszcze długo po opuszczeniu klasztoru.

 Korea

Ceremonia parzenia zielonej herbaty Macha

 Korea

Efektownie ozdobiony napój z kwiatem lotosu

Między VII a X wiekiem Gyeongju było stolicą królestwa Silla. W tym czasie miasto stanowiło polityczne i kulturalne serce kraju.
Pamiątki po tamtej epoce są widoczne niemal na każdym kroku — od świątyń po rozległe pola usiane tajemniczymi zielonymi kopcami.
Ponieważ większość najważniejszych zabytków znajduje się stosunkowo blisko siebie, wypożyczamy rower. Wyposażony jest nawet w wygodny kosz dla mnie, dzięki czemu podróżowanie staje się jeszcze przyjemniejsze.
Ruszamy więc śladami dawnych królów i książąt.

 Korea

W Gyeongju odkryto dwadzieścia trzy królewskie kurhany.
Pod tymi łagodnymi, trawiastymi wzgórzami spoczywają władcy oraz najważniejsze osobistości królestwa Silla.

 Korea

Jeden z kurhanów grobowych

Ścieżki prowadzą między zielonymi kopcami, które bardziej przypominają naturalne pagórki niż grobowce.
Mijamy mieszkańców spacerujących z psami, a na zboczach kurhanów dzieci zjeżdżają po trawie i urządzają sobie wyścigi.
W takich chwilach łatwo zauważyć, jak 1500-letnia historia stała się tu zwyczajną częścią codziennego krajobrazu.

 Korea

Jednym z najbardziej imponujących obiektów jest podwójny kurhan Hwangnam Daechong, prawdopodobnie należący do królewskiej pary.
Archeolodzy wydobyli stąd ponad 30 000 przedmiotów codziennego użytku. Wśród najcenniejszych znalezisk znalazła się niezwykła korona wykonana ze złota i nefrytu.

 Korea

Grobowiec Niebiańskiego Konia

Nie mniejszą ciekawość budzi grobowiec Niebiańskiego Konia z V wieku.
Po zakończeniu badań przygotowano wejście do jego wnętrza. Oprócz samego miejsca pochówku można zobaczyć repliki artefaktów odnalezionych podczas wykopalisk i przekonać się, jak wyglądał królewski pochówek przed półtora tysiącem lat.

 Korea

Drugi pawilon z dawnego układu przy Stawie Wolji

Podczas dalszej przejażdżki docieramy nad staw Wolji, którego nazwa oznacza „Staw Odbijający Blask Księżyca”.
W drugiej połowie VII wieku stało tu pięć eleganckich pawilonów. Wszystkie spłonęły, a ich pozostałości osunęły się do wody.
Dopiero podczas prac renowacyjnych przeprowadzonych w 1975 roku odnaleziono zatopione fragmenty dawnych budowli, co pozwoliło rozpocząć odbudowę trzech z nich.

 Korea

Tak zostałem władcą królestwa Silla 😁

Zaglądamy również do Muzeum Narodowego. Szczególną uwagę przyciąga dział przeznaczony dla dzieci.
Zamiast biernego oglądania eksponatów najmłodsi mogą tutaj samodzielnie poznawać tajniki archeologii, konserwacji zabytków czy wykonywania muzealnych kopii.
Nauka przez zabawę działa najwyraźniej równie skutecznie dziś, jak przed wiekami działały konfucjańskie akademie.

 Korea

Złota korona znaleziona w grobowcu Niebiańskiego Konia

 Korea

Maluchy uczą się kopiować

 Korea

Archeologiczne zabawy w postaci puzzle

Na obrzeżach miasta znajduje się kolejny królewski grobowiec — Gwaereung, miejsce spoczynku króla Wonseonga z dynastii Silla.
Już samo podejście robi wrażenie. Wzdłuż drogi stoją kamienne figury urzędników i wojowników, a pomiędzy nimi czuwają potężne lwy wyrzeźbione w kamieniu.
Wszystko wygląda tak, jakby królewska straż nadal pełniła wartę.

 Korea

Grobowiec Gwaereung

 Korea

Statua oficera

Jeszcze dalej, na wybrzeżu przy plaży Bonggil, znajduje się miejsce wyjątkowe nawet jak na koreańskie standardy.
Z brzegu widać jedynie grupę skał wystających z morza. To właśnie pod nimi, zgodnie ze swoją wolą, został pochowany król Munmu.
Z tego powodu miejsce określa się mianem „podwodnego grobowca”.

 Korea

Widok na „podwodny grobowiec” króla Munmu

Miejscowi chętnie opowiadają jednak jeszcze jedną historię. Według legendy król po śmierci przemienił się w smoka, który do dziś strzeże wybrzeży dawnego królestwa Silla.
Patrząc na fale rozbijające się o skały, łatwo zrozumieć, dlaczego ta opowieść przetrwała ponad tysiąc lat.

 Korea

Kałamarnice wywieszone do suszenia

W przybrzeżnej osadzie wiatr niesie ze sobą zapach soli i suszonych owoców morza. Nie jest tu szczególnie ciepło — taka bywa październikowa pogoda.
Na plaży stoją bambusowe konstrukcje z rozpiętymi pomiędzy nimi linkami, na których w słońcu i wietrze suszą się kalamarnice.
Obok, na prostych straganach, piętrzą się suszone wodorosty, starannie ułożone w ciemnozielone stosy.

 Korea

Stragany z wodorostami i suszonymi rybami

W wąskich uliczkach osady mieszczą się niewielkie restauracje, bardziej przypominające drewniane baraki niż klasyczne lokale.
Przed wejściami stoją rzędy glinianych naczyń onggi, w których dojrzewa kimchi.
To codzienność tego miejsca — surowa, prosta i całkowicie podporządkowana rytmowi morza.

 Korea

Przenosimy się do Parku Narodowego Góry Gaya, gdzie pośród lasów ukrywa się jeden z najsłynniejszych klasztorów buddyjskich w Korei — Haeinsa, czyli „Świątynia Odzwierciedlenia w Delikatnym Oceanie”.
Już sama nazwa brzmi tak, jakby ktoś wymyślił ją podczas bardzo udanej medytacji.
Klasztor zasłynął przede wszystkim dzięki przechowywanej w nim Tripitace — monumentalnemu zbiorowi buddyjskich sutr wyrzeźbionych na drewnianych matrycach. To właśnie one sprawiły, że Haeinsa zyskała miano Skarbca Sutry, czyli Dharmy.
W dwóch specjalnie zaprojektowanych bibliotekach przechowywanych jest ponad 81 000 drewnianych tablic. Ich wykonanie zajęło 16 lat, a ponieważ wszystkie pokrywa niemal identyczne pismo, do dziś pojawiają się przypuszczenia, że całość mogła zostać wyrzeźbiona ręką jednego człowieka. Brzmi to równie imponująco, co niewiarygodnie.
Obecna Tripitaka jest już trzecią koreańską edycją tego zbioru i pochodzi z końca XIV wieku. Pierwsza została wywieziona, druga zaś spłonęła podczas najazdu Mongołów w początkach XIII wieku. Historia tych tekstów okazuje się niemal równie burzliwa jak dzieje całego półwyspu.

 Korea

Hala główna w Haeinsa

Spacerując między świątynnymi pawilonami, łatwo zauważyć, że buddyzm nie jest jedynie religią czy zbiorem rytuałów.
To przede wszystkim sposób patrzenia na świat i własne życie.
Fundamentem tej filozofii pozostaje dyscyplina, wyciszenie oraz stopniowe uwalnianie się od pragnień prowadzących do cierpienia.
Ważną rolę odgrywa również wiara w reinkarnację — kolejne wcielenia mają przybliżać człowieka do oświecenia i Nirwany.

Dzisiejszą noc spędzamy w klasztorze jako nowicjusze. Zakładamy brązowe szaty przypominające stroje do judo i udajemy się na spotkanie z mnichem, który cierpliwie tłumaczy nam zasady życia za klasztornymi murami.
Moje futerko ma dokładnie ten sam odcień co habity mnichów, dzięki czemu po raz pierwszy w życiu idealnie wpisuję się w obowiązujący dress code. To o tyle wygodne, że klasztor i tak nie dysponuje strojem w moim rozmiarze.
Czas przed kolacją poświęcamy na medytację i ćwiczenia przygotowujące do porannej ceremonii. Szybko okazuje się, że buddyjska duchowość wymaga nie tylko skupienia, ale też całkiem solidnej kondycji fizycznej.
Wielokrotne wstawanie z klęczek i wykonywanie pokłonów potrafi skutecznie przypomnieć o istnieniu mięśni, których na co dzień się nawet nie zauważa. Jutro wcześnie rano czeka nas 108 pełnych pokłonów podczas godzinnej ceremonii.
O godzinie 18:00 rozpoczyna się kolacja. Trwa zaledwie trzydzieści minut. Zanim wejdziemy do sali, zgodnie z zasadami kłaniamy się starszym mnichom, po czym wchodzimy do jadalni na samym końcu.
Posiłek odbywa się w absolutnej ciszy. Nikt nie rozmawia, nikt się nie spieszy.
Skromne jarskie danie jest niemal całkowicie pozbawione przypraw i raczej nie wywołałoby kulinarnej rewolucji poza murami klasztoru. Tutaj jednak jedzenie ma służyć wyłącznie podtrzymaniu życia. Je się po to, by żyć, a nie odwrotnie.

 Korea

Pawilon z gongami i bębnem

Po kolacji powinniśmy uczestniczyć w wieczornej ceremonii yebul, ale zamiast tego ponownie spotykamy się z mnichem, który odpowiada na nasze pytania.
Wieczorem spacerujemy jeszcze po klasztornym dziedzińcu, próbując medytacji w ruchu, a o 20:00 przygotowujemy posłania.
Moja Basia nocuje z nowicjuszkami w żeńskim pawilonie, natomiast ja i mAT trafiamy do części męskiej. Nasze łóżka okazują się cienkimi materacami rozłożonymi bezpośrednio na podłodze, a poduszki zastępują zwinięte brunatne szaty.
O 21:00 światła gasną i zapada kompletna cisza.
Nie trwa ona jednak długo, bo już o 3:00 nad ranem rozlega się pobudka. Mamy dokładnie dziesięć minut na złożenie posłań, ubranie się, umycie i założenie butów.
Następnie kierujemy się pod pawilon z gongami i bębnem, gdzie rozpoczyna się poranna ceremonia yebul — najważniejszy rytuał dnia w koreańskich świątyniach.
Ceremonia odbywa się trzy razy dziennie: przed świtem, rano oraz wieczorem. Jej celem jest oddanie czci Trzem Klejnotom — Buddzie, Dharmie i Sandze — a także błogosławieństwo wszystkich istot.
Najpierw rozbrzmiewa wielki dzwon, którego głęboki ton ma przywoływać ludzi. Chwilę później jeden z mnichów zaczyna uderzać w ogromny bęben przeznaczony do przywołania zwierząt.
Dudnienie niesie się po całej dolinie i z łatwością dociera do najdalszych zakątków. Gra na tym instrumencie jest wyczerpująca, więc zmęczonego mnicha co jakiś czas zastępuje inny, przejmując pałki bez przerywania rytmu.
Po bębnie przychodzi czas na drewniany gong w kształcie ryby, którego dźwięk ma dotrzeć do istot żyjących w wodzie, a następnie na gong przypominający chmurę, wzywający stworzenia powietrza.
Na zakończenie mnisi recytują Sutrę Serca i udzielają błogosławieństwa całej świątyni i wszystkim stworzeniom.
Po niemal godzinnej ceremonii przechodzimy do głównej hali modlitewnej. Tam rozpoczyna się seria 108 pełnych pokłonów. Po kilkudziesięciu człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego buddyzm tak mocno podkreśla cierpliwość i wytrwałość.
O 6:00 serwowane jest śniadanie. Ponownie witamy starszych mnichów i wchodzimy do jadalni jako ostatni. W ciszy zjadamy wszystko do ostatniego ziarenka ryżu. Tutaj nie może zmarnować się nawet okruszek.
Po śniadaniu mamy jeszcze trochę czasu na spokojne zwiedzenie klasztoru i ostatnią rozmowę z mnichem.
Kilka godzin później ciszę górskiej świątyni zastępuje zupełnie inny świat.

 Korea

Biblioteka z drewnianymi matrycami Tripitaki

Busan, położone na południowym wybrzeżu Korei, jest drugim największym miastem kraju i jednocześnie najbardziej ruchliwym portem morskim.
Pod względem przeładunków należy do światowej czołówki.
Archeolodzy odkryli na wyspie Yeongdo ślady osadnictwa sprzed 6 000 lat, co oznacza, że ludzie wybierali to miejsce na długo przed pojawieniem się drapaczy chmur i neonów.

 Korea

Targ morski Jagalchi w Busan

 Korea

Uliczki pełne restauracji, barów i sklepów

 Korea

Z dachu domu handlowego Shinsegae Centum — wpisanego do Księgi Rekordów Guinnessa jako największy dom handlowy świata — rozciąga się imponujący widok na część miasta.
Niestety dziś pogoda kompletnie odmawia współpracy.

 Korea

Widok z dachu domu handlowego Shinsegae Centum

Deszcz pada intensywnie, choć z przerwami, a wiatr wygina parasole we wszystkie możliwe strony. Nad Japonią przemieszcza się potężny supertajfun Vongfong, który skutecznie psuje aurę również tutaj.
Zwiedzanie miasta w takich warunkach przypomina bardziej walkę o przetrwanie niż spokojny spacer, dlatego zmieniamy plan i uciekamy do podziemnego akwarium Sea Life przy plaży Haeundae.

 Korea

 Korea

Arotron wielki z rodziny rozdymkowatych

 Korea

Zawsze uśmiechnięta Płaszczka Rhinoptera

Wśród rekinów, płaszczek i ławic egzotycznych ryb łatwo na chwilę zapomnieć o sztormie szalejącym za ścianami akwarium.
Największe wrażenie robi na mnie tawrosz piaskowy. Trudno oderwać wzrok od jego długich, wystających zębów, które nadają mu wyjątkowo groźny wygląd.
Pozory bywają jednak mylące — ten gatunek jest znacznie mniej agresywny, niż można przypuszczać na pierwszy rzut oka.

 Korea

Tawrosz piaskowy

W jednej z części akwarium można wejść do niewielkich, półkolistych wnęk ukrytych pod dnem zbiornika.
Wystarczy wsunąć głowę do środka, by znaleźć się niemal twarzą w twarz z mieszkańcami akwarium.
Gdy zaglądam do jednej z nich, tuż obok powoli przepływa płaszczka Dasyatis, dając okazję do spotkania z perspektywy, której trudno doświadczyć gdziekolwiek indziej.

 Korea

Odwiedziny u płaszczki Dasyatis

Sztormowa pogoda nie odpuszcza. W końcu, przemoczeni i zmęczeni walką z wiatrem, chronimy się w niewielkiej kawiarni mieszczącej się w jednym z wieżowców po drugiej stronie bulwaru.
Ulice są niemal całkowicie puste, a w środku panuje przyjemna cisza.
Zamawiam kawę i sernik. Tak, sernik w Korei. I co najważniejsze — naprawdę dobry.
Przy gorącej kawie i cieście zaczynamy opracowywać „Plan B” na wypadek odwołania naszego lotu na wyspę Czedżu.
Na szczęście po południu wiatr nieco słabnie i ku naszej ogromnej uldze samolot startuje zgodnie z planem.

 Korea

Wyspa Czedżu

Czedżu to największa wyspa Korei i jednocześnie najmniejsza prowincja kraju. Przez stulecia pozostawała odizolowana od kontynentu, dzięki czemu wykształciła własną kulturę, tradycje i sposób życia.
Do dziś mieszkańcy wyspy podkreślają swoją odrębność, a sama Czedżu ma atmosferę miejsca trochę osobnego od reszty Korei.
Tutejszy ekosystem jest wyjątkowy — wiele gatunków roślin i zwierząt występuje tylko na Czedżu. Nic więc dziwnego, że wyspa od lat pozostaje jednym z najpopularniejszych kierunków turystycznych w kraju.
Każdego roku przyjeżdża tu niemal 9 mln odwiedzających, przyciąganych przez wulkaniczne krajobrazy, wodospady, klify i subtropikalną roślinność.
Nad wszystkim góruje Hallasan — wygasły wulkan wznoszący się na prawie 2 000 m n.p.m. To najwyższy szczyt Korei Południowej i jednocześnie serce całej wyspy.
Widać go niemal z każdego miejsca na Czedżu, jakby stale pilnował swojego niewielkiego królestwa.

 Korea

Klif Suwolbong

Jednym z pierwszych przystanków jest Suwolbong — malowniczy klif położony niedaleko portu Gosan.
Już z parkingu rozciągają się spektakularne widoki na ocean i skaliste wybrzeże.
Ścieżki prowadzą wzdłuż klifu do kolejnych punktów widokowych, a na odsłoniętych ścianach skał można dosłownie czytać geologiczną historię wyspy zapisaną warstwami zastygłej lawy i popiołów.

 Korea

Geologiczna historia wyspy w przekroju

Po drodze zatrzymujemy się na plantacji herbaty Jeju Dawon.
Paradoksalnie, mimo pięknych herbacianych pól, Korea Południowa pozostaje krajem zdecydowanie bardziej kawowym niż herbacianym.
Roczne spożycie herbaty jest tu zaskakująco niewielkie, podczas gdy kawa cieszy się ogromną popularnością.
Patrząc na liczbę kawiarni w koreańskich miastach, trudno się temu dziwić.

 Korea

Plantacja herbaty Jeju Dawon

 Korea

Z herbacianym kwiatkiem

 Korea

Niestety nikogo nie ma w domu

Niedługo później docieramy do ogrodu botanicznego Yeomiji — jednego z największych i najpiękniejszych ogrodów tego typu w całej Azji.
Rozciąga się na ogromnym terenie, a jego największą atrakcją pozostaje monumentalna szklarnia zaprojektowana na kształt gigantycznego kwiatu.

 Korea

Wewnątrz panuje zupełnie inny świat.
Tropikalna wilgoć natychmiast osiada na okularach, a pomiędzy egzotycznymi roślinami prowadzą ścieżki wijące się przez kolejne tematyczne strefy.
Są ogrody kwiatowe, roślin wodnych, tropikalnych owoców, kaktusów i sukulentów, a także fragment przypominający prawdziwą dżunglę.
Łącznie zgromadzono tutaj około 2 000 rzadkich gatunków roślin tropikalnych i subtropikalnych.

 Korea

W ogrodzie nenufarów (lilii wodnych)

 Korea

Egzamin na fakira  😉

 Korea

W ogrodzie kaktusów i sukulentów

Na zewnątrz również robi ogromne wrażenie.
Poszczególne części stylizowane są na ogrody z różnych zakątków świata — koreańskie, japońskie, francuskie czy włoskie.
Jest nawet osobna strefa poświęcona lokalnej roślinności Czedżu.
Yeomiji pełni nie tylko funkcję rekreacyjną, ale także edukacyjną i stanowi schronienie dla wielu zagrożonych gatunków roślin.

 Korea

Ogród japoński

 Korea

Kamienne figury duchów opiekuńczych

Przez teren ogrodu i sąsiadujący z nim las przepływa strumień biorący początek wysoko na stokach Hallasanu. Tworzy jeden z najbardziej znanych wodospadów wyspy — Cheonjeyeon, nazywany „Stawem Niebiańskiego Króla”.
Woda wypływa z jaskini ukrytej pośród lasu, tworząc pierwszą kaskadę, a następnie pokonuje jeszcze dwa kolejne progi, zanim ostatecznie wpada do morza.
Cały teren wokół wodospadu został zamieniony w park pełen mostków, ścieżek i punktów widokowych.
Szum wody miesza się tutaj z odgłosami cykad, a wilgotne powietrze pachnie lasem i oceanem jednocześnie.

 Korea

Druga kaskada wodospadu Cheonjeyeon

Na koniec docieramy do Jusangjeolli — jednej z najbardziej niezwykłych formacji skalnych na Czedżu.
Kilkunastometrowe bazaltowe kolumny wyglądają tak perfekcyjnie, jakby zostały ręcznie wyrzeźbione przez gigantycznych kamieniarzy.
W rzeczywistości powstały podczas erupcji wulkanicznych, gdy gorąca lawa gwałtownie zetknęła się z wodą oceanu i zaczęła szybko stygnąć.
Regularne, wielokątne filary przypominają ogromne organy wyrastające prosto z morza.
Jusangjeolli jest nie tylko interesująca pod względem geologicznym, ale także bogata w lokalną florę i faunę.
Przez chwilę stoję i patrzę na te niezwykłe formacje, zastanawiając się, czy natura nie potraktowała tego fragmentu wyspy jako miejsca do prezentacji swoich najbardziej śmiałych pomysłów.

 Korea

 Korea

Bazaltowe formy mają przeważnie podstawę sześciokąta

Na strumieniu Yeonhee-chun również powstał wodospad — Cheonjiyeon, jedno z najpopularniejszych miejsc turystycznych na wyspie.
Podobnie jak wcześniej, zanim dotrzemy do samej kaskady, musimy przejść przez starannie zagospodarowany las.
Ścieżka prowadzi wśród bujnej roślinności, a z lasu dochodzi zapach mokrych liści i wilgotnej ziemi.
Po drodze natrafiam na jedną z charakterystycznych figur Dol hareubang. Kamienny strażnik spogląda na przechodniów z łagodnym, nieco figlarnym uśmiechem.
Posągi te wyrzeźbiono z ciemnej skały wulkanicznej i łatwo je rozpoznać po kapeluszach przypominających grzyby oraz dużych, wyłupiastych oczach.
Ręce zawsze spoczywają na brzuchu — jedna odrobinę wyżej od drugiej — jakby kamienny dziadek właśnie usłyszał wyjątkowo dobry żart i próbował zachować powagę.
Sama nazwa Dol hareubang pojawiła się dopiero w połowie XX wieku i w lokalnym dialekcie oznacza po prostu „kamiennego dziadka”.
Wcześniej mieszkańcy wyspy używali różnych regionalnych określeń dla tych niezwykłych figur.

 Korea

Dol hareubang

Dawniej takie posągi ustawiano przy wejściach do niemal każdej osady na Czedżu.
Miały chronić mieszkańców przed złymi duchami i wszelkim nieszczęściem.
Pochodzenie Dol hareubang do dziś pozostaje zagadką.
Jedni twierdzą, że figury przywędrowały na wyspę zza morza, inni porównują je do koreańskich słupów totemowych jangseung.
Istnieje też teoria znacznie bardziej oryginalna — według niej kamienne postacie mogą być związane z dawnym szamanistycznym kultem grzybów, co miałoby tłumaczyć charakterystyczny kształt ich nakryć głowy.
Trudno powiedzieć, która wersja jest prawdziwa, ale wszystkie brzmią całkiem dobrze przy szumie wodospadu w tle.
Po krótkim spacerze docieramy do samego Cheonjiyeon.
Woda spada tutaj z wysokości 22 m, rozbijając się z hukiem o skalne podłoże.
Nazwa wodospadu oznacza „miejsce, gdzie niebo spotyka się z ziemią”, i trzeba przyznać, że ktoś miał wyjątkowo trafne wyczucie poetyckich nazw.

 Korea

W dolnej części wodospadu znajduje się sztuczny staw

 Korea

Nowożeńcy w hanbokach

Po wschodniej stronie wyspy odwiedzamy kolejny wulkaniczny cud natury — krater Sangumburi.
Powstał około 200 000 lat temu i dziś należy do najpopularniejszych atrakcji Czedżu.
Patrząc z góry, przypomina ogromny, niemal idealnie okrągły amfiteatr wykuty pośrodku zielonego krajobrazu.
Wnętrze krateru o średnicy około 650 m i głębokości 100 m porasta niezwykle bogata roślinność.
Na jego północnych zboczach rosną gatunki charakterystyczne dla chłodniejszych rejonów, natomiast po stronie południowej dominują rośliny spotykane zwykle w cieplejszym klimacie.
Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni występuje wyjątkowo duża różnorodność drzew i krzewów, dzięki czemu Sangumburi od lat przyciąga nie tylko turystów, ale również botaników i przyrodników.

 Korea

Krater Sangumburi

 Korea

Miskant chiński pokrywa dużą część wulkanicznego zbocza

Miejsce ma także znaczenie kulturowe.
W okolicy od pokoleń krążą legendy związane z wulkanem i tajemniczym krajobrazem, a mieszkańcy wyspy chętnie opowiadają historie, w których natura i świat duchów przenikają się niemal na każdym kroku.

 Korea

Pradawne kurhany grobowe na zboczu

Ze słonecznego zbocza wulkanu przechodzimy teraz pod ziemię.
Manjanggul należy do najdłuższych znanych tuneli lawowych na świecie.
Powstał około 300 000 lat temu podczas erupcji wulkanicznej, gdy zewnętrzna warstwa płynącej lawy stygła szybciej niż jej gorące wnętrze.
W efekcie utworzył się gigantyczny naturalny tunel, który miejscami osiąga aż 23 m szerokości i 30 m wysokości, a jego całkowita długość przekracza 7 km.
Dla zwiedzających udostępniono jednak jedynie 1-kilometrowy fragment — i prawdopodobnie słusznie, bo po przejściu tego odcinka nogi zaczynają mieć własne zdanie na temat dalszej eksploracji.

 Korea

Jeden z węższych odcinków Manjanggul

Wnętrze tunelu wygląda momentami jak sceneria z filmu przygodowego.
Na ścianach widać fantazyjne struktury lawowe, zastygłe fale skalne i formacje przypominające kamienne wodospady.
Panuje tutaj stała temperatura i specyficzny mikroklimat, który daje przyjemne wytchnienie od subtropikalnego powietrza panującego na powierzchni.

 Korea

Jeden z najszerszych odcinków tunelu

Na zakończenie odwiedzamy osadę Seongeup — żywą wioskę folklorystyczną, w której tradycja nadal stanowi część codzienności.
Znajdują się tutaj zabytkowe domy, dawne szkoły konfucjańskie, sanktuaria, historyczne urzędy oraz pozostałości starej twierdzy.
Wzdłuż części osady ciągnie się stary mur obronny zbudowany z czarnych kamieni lawowych.
Pełnił podwójną funkcję — chronił mieszkańców zarówno przed nieproszonymi gośćmi, jak i przed silnymi podmuchami wiatru, które na Czedżu potrafią dać się we znaki równie skutecznie jak dawni rabusie.

 Korea

Statua Dol hareubang strzegąca wejścia do osady

 Korea

Mur obronny z czarnych kamieni lawowych

Spacerując pomiędzy kamiennymi murami i domami krytymi strzechą, można odnieść wrażenie, że czas płynie tu znacznie wolniej niż w nowoczesnych koreańskich metropoliach.
Nawet ogromne drzewa rosnące od setek lat pośrodku osady wydają się pełnić rolę milczących strażników pamięci o dawnych czasach.

 Korea

Tradycyjne domy z kamienia lawowego, kryte strzechą

 Korea

Pokrycie dachów zaprojektowane tak, by wytrzymać silne wiatry

 Korea

Wioska folklorystyczna Seongeup

Seongeup to jednak coś więcej niż skansen.
Wciąż żywe są tutaj lokalne gry i zabawy, tradycyjne rzemiosło, regionalna kuchnia oraz charakterystyczny dialekt mieszkańców Czedżu.
Dzięki temu miejsce nie sprawia wrażenia muzeum, lecz raczej fragmentu dawnej Korei, który jakimś cudem przetrwał do naszych czasów.

Wracamy do Seulu. Do zakończenia podróży pozostał nam jeszcze jeden dzień. Czeka nas ostatni dylemat: jedziemy do Koreańskiej Strefy Zdemilitaryzowanej na granicy z Koreą Północną czy ruszamy w góry, do Parku Narodowego Seoraksan?
Ponieważ jestem niezwykle pokojowo nastawionym niedźwiadkiem, używam całej mojej czarującej mocy, aby przekonać moich „niepluszowych” o wyższości górskiej wędrówki nad podporządkowaniem się wojskowym komendom na jednej z najbardziej napiętych granic świata.
Ku mojej ogromnej satysfakcji zwycięża natura.
Park Narodowy Seoraksan nie bez powodu należy do najpiękniejszych i najpopularniejszych parków narodowych Korei Południowej.
Potężne granitowe szczyty, lasy pokrywające zbocza gór, świątynie ukryte pomiędzy drzewami i liczne wodospady tworzą krajobraz, który momentami wygląda jak gotowa scenografia do filmu fantasy.

 Korea

Jesień zaczyna już barwić liście klonów na intensywną czerwień i pomarańcz, dzięki czemu cały park wygląda wręcz bajkowo.
To również okres, kiedy mieszkańcy Korei masowo opuszczają swoje mieszkania w betonowych blokowiskach i ruszają w góry łapać trochę natury.
W okolicach głównego wejścia panuje więc spory tłok, ale wystarczy odejść kawałek dalej, by szlaki znów zrobiły się spokojniejsze.

 Korea

Świątynia Sinheungsa

Pomiędzy leśnymi zboczami Seoraksanu ukrywa się świątynia Sinheungsa, uważana za jedną z najstarszych świątyń Zen na świecie.
Pierwotnie powstała już w połowie VII wieku, choć obecne zabudowania są efektem kolejnych odbudów po pożarach.
Mimo popularności wśród zwiedzających świątynia zachowała atmosferę skupienia i wyciszenia.

 Korea

Posąg Wielkiego Buddy Zjednoczenia

Przed świątynią wznosi się monumentalny Posąg Wielkiego Buddy Zjednoczenia.
Brązowa figura wraz z lotosowym podestem osiąga niemal 19 m wysokości i spogląda z zadziwiającą wyrozumiałością na rzesze turystów przechodzących obok.

 Korea

W parku wytyczono dziesiątki szlaków turystycznych, jednak część z nich jest okresowo zamykana.
Koreańczycy traktują to jako coś zupełnie naturalnego — przyroda również potrzebuje czasu na odpoczynek.

 Korea

Skała Heundeulbawi

Wybieramy jedną z otwartych tras i po pewnym czasie docieramy do skały Heundeulbawi.
To ogromny, 5-metrowy głaz balansujący na skale w taki sposób, że można go poruszyć własnymi rękami.
Według lokalnej tradycji każdy koreański mężczyzna powinien choć raz w życiu spróbować go „rozkołysać”.
Sam głaz daje się wprawić w ruch zaskakująco łatwo, ale przewrócenie go bez użycia ciężkiego sprzętu pozostaje niemożliwe.
Chętnych do sprawdzenia swojej siły nie brakuje, dlatego przed skałą ustawia się niezła kolejka.

 Korea

Park Seoraksan

Z wysoko położonych punktów widokowych jeszcze raz spoglądamy na granitowe szczyty i lasy rozciągające się aż po horyzont.
Jesienne kolory powoli gasną w popołudniowym świetle, a ja dochodzę do wniosku, że trudno byłoby znaleźć lepsze miejsce na pożegnanie z Koreą niż właśnie te góry.

 Korea

Widok z góry Seorak

 Korea

Pobyt w Korei zdecydowanie przerósł moje oczekiwania.
Kraj, który w ciągu ostatniego stulecia przeszedł przez wojny, okupację i lata wojskowych rządów, zdołał przekształcić się w jedną z największych gospodarek świata.
Jeszcze bardziej imponujące od nowoczesnych miast okazało się jednak to, jak umiejętnie Korea łączy futurystyczną nowoczesność z ogromnym szacunkiem dla własnej historii i tradycji.
Nie spodziewałem się również, że zastanę tutaj tak doskonale rozwiniętą infrastrukturę i tak przyjazną atmosferę.
Korea okazuje się krajem bezpiecznym, fascynującym i niezwykle różnorodnym — miejscem, gdzie nowoczesne drapacze chmur stoją zaledwie kilka kroków od wielowiekowych świątyń, a górskie szlaki zaczynają się praktycznie na obrzeżach wielomilionowych miast.
I chyba właśnie to zapamiętam najbardziej. Nie pojedynczy zabytek ani jeden widok, lecz niezwykłą umiejętność łączenia tak różnych światów w spójną całość.
Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogłem zobaczyć ten niezwykły kawałek świata na własne, pluszowe oczy.


Klocek